HCM Deck | Blog

Sztuczna inteligencja a prognozowany kryzys na rynku pracy

Sztuczna inteligencja a kryzys na rynku pracy

Fantastyka popularnonaukowa z jednej strony przestrzega nas przed zagrożeniem ze strony sztucznej inteligencji oraz robotów, które przejmą władzę nad światem, a z drugiej snuje historie, w których nasze przyszłe życie poprawi się dzięki robotyce. Dzięki AI (ang. artificial intelligence) szybciej będziemy wytwarzać rzeczy, a nasza codzienność będzie mieniła się w różowych barwach, bo niebezpieczne i ciężkie zawody wykonywać będą roboty. Czy właśnie tak się stanie? A może rozwój sztucznej inteligencji niczego nie ułatwi, lecz jedynie sprawi, że wiele osób straci pracę?

Czy roboty przejmą nasze miejsca pracy?

Temat ten jest tak stary jak automatyzacja przemysłu. O przełomie i zmianach na rynku pracy mówi się odkąd pojawiły się pierwsze maszyny. Przejęły one niektóre obowiązki ludzi, przez co nastąpiły redukcje etatów.

Dwaj pracownicy Massachusetts Institute of Technology, Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee określili w badaniach, że aktualnie żyjemy w połowie „drugiej ery maszyn”. Według nich rutynowe zajęcia, na przykład w produkcji, sprzedaży, księgowości już są albo wkrótce będą zautomatyzowane na stałym poziomie.

A robot may not injure a human being or, through inaction, allow a human being to come to harm.

 Issac Asimov ‒ First law of Robotics

Podobne wnioski można wyciągnąć z lektury raportu przygotowanego przez Instytut Brookingsa. W dokumencie tym możemy znaleźć potwierdzenie pracowników MIT. Najbardziej zagrożeni są pracownicy fizyczni oraz pracownicy pierwszej linii, którzy wykonują zadania powtarzalne, otrzymują niskie wynagrodzenie, a obowiązki nie wymagają edukacji. Wydaje się, że menadżerowie wyższego szczebla i ludzie lepiej wykształceni mogą być spokojni. 

Czy rzeczywiście wszystkie białe kołnierzyki mogą jednak czuć się bezpieczne? Firma badająca wpływ technologii na opinię publiczną Forrester już 2017 roku przewidziała, że do 2020 roku pracę handlowca straci około 22% sprzedawców sektora B2B. Swoje badania przedstawiła w raporcie „Death of B2B Salesman”. Powody? Automatyzacja procesów, stworzenie rozwiązań ecommerce dla biznesu, zmiany społeczne i ekonomiczne. Dodatkowo Instytut Brookingsa kilka miesięcy po pierwszym, wspomnianym wcześniej raporcie, stworzył kolejny i okazuje się, że jego wyniki są diametralnie inne. Najbardziej na wprowadzeniu do firm sztucznej inteligencji i robotów mogą ucierpieć: „lepiej wykształceni i lepiej opłacani pracownicy”. Jak jest faktycznie? Kto powinien obawiać się o zatrudnienie? Warto rzucić okiem na to, co dzieje się na rynku. W handlu, biznesie, usługach, czyli wszędzie tam, gdzie pojawiają się szwadrony robotów i „zła” sztucznej inteligencji, która chce zabrać nasze miejsca pracy.

Czy roboty przejmą nasze miejsca pracy?

Kryzys na rynku pracy a nasza wydajność

Gdyby automatyzacja i sztuczna inteligencja faktycznie zagrażały ludziom, to pewne ruchy, by im przeciwdziałać, byłyby widoczne. Popatrzmy na amerykański a nawet dowolny rynek. Wzmożona automatyzacja przemysłu powinna spowodować dwa skutki. Po pierwsze gwałtownie wzrosłaby wydajność pracy, wydobycia, badań, a co za tym idzie zmniejszyłaby się liczba miejsc pracy. Szansa na jej ponowne znalezienie malałaby z czasem. Po drugie zmniejszyłaby się liczba zatrudnionych.

Skupmy się na produktywności. W dużym uproszczeniu jest to ilość dobra, które wyprodukuje gospodarka podczas godziny ludzkiej pracy. Co za tym idzie, automatyzacja i robotyzacja powinny sprawić, że będziemy produkować więcej, przy mniejszej liczbie zatrudnionych. Powinien nastąpić wyjątkowo duży skok wydajności. Jednak w rzeczywistości wzrost wydajności w ciągu ostatniej dekady był, jak na historyczne standardy, wyjątkowo niski. W czasach amerykańskiej prosperity, od 1947 do 1973 r., wydajność pracy rosła w średnim tempie, tj. prawie 3% rocznie. Od 2007 r. rosła w tempie około 1,2%, co jest najwolniejszym tempem w jakimkolwiek okresie od II wojny światowej.  W ciągu ostatnich dwóch lat produktywność wzrosła zaledwie o 0,6%. Co ciekawe spowolnienie to zbiega się w czasie z obawami związanymi z automatyzacją.

Kto straci zatrudnienie?

Co w takim razie z danymi, które przedstawia Instytut Brookingsa? Problem takiej rozbieżności w badaniach został wyjaśniony bardzo szybko. Powodem tego stanu rzeczy było zastosowanie różnych technik badawczych w obu przypadkach. Za drugim razem zastosowano technikę, która została opracowana przez doktora nauk ekonomicznych Stanforda, Michaela Webba. Drugie badanie pokazuje, że nawet 25 milionów pracowników w USA, może stracić pracę, co stanowi 15% siły roboczej tego kraju. Jednak w tym badaniu zagrożeni są już także pracownicy z branż, w których AI radzi sobie wyjątkowo dobrze, na przykład analitycznej, ekonomicznej, finansowej. Sztuczna inteligencja wykorzystuje się do przetwarzania ogromnych ilości danych, co komputer zazwyczaj zrobi lepiej niż człowiek. Dzieje się tak na przykład w szpitalach, gdzie komputery analizują próbki pacjentów i mogą przewidzieć choroby.

Warto porównać badania z opiniami pracowników. Badanie przeprowadzone przez firmę rekrutacyjną i outsourcingową Devire pokazuje, że jedynie 8% ankietowanych uważa, że w ciągu najbliższych lat może utracić pracę na skutek automatyzacji. 82% badanych nie czuje obaw. Jeśli popatrzymy na branże, to najbardziej o swoje zatrudnienie martwią się pracownicy ubezpieczeniowi (33% ankietowanych), pracownicy bankowości (21%), inżynierii i produkcji (18%). Inne badanie, raport TOP CDR pokazuje, że już co trzeci ankietowany obawia się, że straci pracę przez AI, w ciągu następnych dziesięciu lat

W tym całym szumie pojawiają się głosy nawołujące do rozsądku i tłumaczące zjawisko robotyzacji jeszcze w inny sposób. Eksperci twierdzą, że robot, jeszcze długo nie zastąpi wykwalifikowanego specjalisty. Tylko w Polsce zapotrzebowanie na osoby, które rozumieją sztuczną inteligencję i wiedzą, czym jest robotyka, szacuje się na 200 tysięcy. Pojawiają się bowiem nowe miejsca pracy wymagające od pracowników umiejętności, które dopiero się rozwijają i trzeba się ich szybko nauczyć. Deloitte i Singularity University sugerują, że w ciągu najbliższych kilku lat w amerykańskich fabrykach zwolnią się aż 2 miliony miejsc pracy, a już teraz 6 na 10 miejsc pracy czeka na specjalistów. W takich pracowników chce inwestować Ameryka, Niemcy czy Francja. 

Kryzys na rynku pracy a nasza wydajność

Gdzie leży prawda? 

Jak zwykle można powiedzieć, że pośrodku. O robotyzacji zaczęto mówić głośno w latach 20002009, kiedy to w USA nałożyły się na siebie dwa trendy. Po pierwsze w przemyśle produkcyjnym zniknęło około 6 milionów miejsc pracy. Po drugie w całej gospodarce zatrzymał się wzrost wynagrodzeń. W związku z tym roboty przemysłowe zaczęły pojawiać się masowo w fabrykach, gdzie zastąpiły mniej wykwalifikowanych pracowników. Jak można przeczytać w artykule naukowym Robots and Jobs, od 1990 roku w USA pracę z powodu automatyzacji straciło około 670 tysięcy osób. Jednocześnie badania pokazują, że w latach 19992011 handel USA z Chinami był odpowiedzialny za utratę 2,4 miliona miejsc pracy w Stanach. 

Obecnie mamy powrót wydarzeń, które miały miejsce na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Wtedy to również zakładano, że automatyzacja doprowadzi do fali zwolnień, a pracownicy pozostaną bez zatrudnienia na wiele lat. W owych czasach powstała nawet grupa założona przez naukowców i myślicieli zwana The Ad Hoc Committee on the Triple Revolution. Jej członkowie nazwali ówczesne zmiany „cybernacją”. Argumentowali, że: „zdolność maszyn rośnie szybciej niż zdolność wielu ludzi do nadążenia za zmianami”. Dziś wystarczy podmienić „cybernację” na „automatyzację” lub „AI”, i mamy opis obecnej sytuacji. 

Dla wielu osób problemem jest nie strach przed samą utratą pracy, lecz przed zmianami, które wymagać będą poznawania nowych umiejętności. Może być on spowodowany na przykład wykluczeniem cyfrowym. Dla starszej kadry z niższym wykształceniem szkolenia będą problematyczne. Pojawia się tutaj zasada jednej trzeciej, o której wspomina Anthony DeLima. Jedna trzecia pracowników dotkniętych automatyzacją zostanie przeniesiona na inne stanowisko. Połowa pozostałych pracowników zostanie przeszkolona w zakresie bezpiecznej i wydajnej pracy z nową maszyną (w przypadku pracowników fabrycznych) lub wykorzystania sztucznej inteligencji do lepszego działania, przewidywania wyników biznesowych i większej skuteczności w pracy (w przypadku pracowników umysłowych). Druga połowa reszty pracowników, których miejsce zostanie zabrane przez maszynę, nie będzie już miała pracy. Według DeLimy: „Transformacja jest dla nich albo zbyt szybka, aby nauczyć się nowych umiejętności, albo zbyt złożona”.

Dbaj o odpowiednie kształtowanie kompetencji pracowników. Przygotuj ich na przyszłość w Twojej firmie i zatrzymaj najcenniejszy talent.

Dowiedz się jak

Strach przed nieznanym?

Warto wspomnieć jeszcze o kilku sprawach. Roboty, AI, automatyzacja jest z nami od wielu lat. Jak pisze w swojej książce „Świt robotów. Czy sztuczna inteligencja pozbawi nas pracy” Martin Ford, roboty stworzono po to, by zastąpiły nas w pracy. W sieci restauracji Kura Sushi Japan, potrawy przygotowywane są przez roboty. Robot Relay marki Savioke pomaga w szpitalach, hotelach czy też domach opieki. Jego zastosowanie nie pozbawiło jednak nikogo pracy, za to uprościło i usprawniło pewne procesy. Warto posłuchać też prelekcji Martina Forda, gdzie opowiada on o zmianach, które mają wpływ na nasze codzienne życie.

 

Nie można jednak mówić, że nie ma zapotrzebowania na rozwiązania z zakresu robotyki: „Według raportów Międzynarodowej Federacji Robotyki liczba zamówień na roboty przemysłowe wzrosła w latach 20002012 o ponad 60%, a zysk z ich sprzedaży w 2012 roku wyniósł około 28 miliardów dolarów. Najszybciej rozwijającym się rynkiem są Chiny – wykorzystanie automatów rosło tam o około 25% rocznie w latach 2005‑2012”. Czy jednak faktycznie odbija się to na rynku pracy?

Wydaje się, że panika pojawia się falowo i często napędzana jest przez strach przed nieznanym. Dodatkowo wymóg dostosowania się do nowych warunków jest przeszkodą dla wielu pracowników. Świetnie o „konflikcie” na linii pracownik ‒ sztuczna inteligencja opowiada obszerny artykuł, który pojawił się na portalu The Verge.

 

Co nas czeka?

Przed nami kolejne rewolucje i zmiany. Roboty nie przejmą wszystkich miejsc pracy i nie uratują one też naszego świata przed złymi decyzjami oraz kryzysami. Przykładem może być to, co zdarzyło w Detroit. Miasto, które było kolebką amerykańskiego przemysłu, stało się najniebezpieczniejszym miejscem w Pasie Rdzy. Na bankructwo Detroit nałożyły się: obsługa długu finansowego oraz emerytalnego, zamieszki, kryzys w USA oraz zła polityka zagospodarowania przestrzennego. Niegdyś kolebka największych fabryk, dziś śmiertelna pułapka z bezrobociem sięgającym 30%. Upadek tego miasta pokazuje świetnie Charlie LeDuff w swojej książce pt. „Detroit”. 

Detroit może być przykładem, że pracy mogą nas pozbawić złe decyzje, a roboty nie będą miały z tym nic wspólnego. Warto jednak przygotować się na zmiany, które mogą nadejść. Roboty nie muszą pojawić się w naszych biurach i fabrykach za rok czy dwa, ale może do tego dojść. Co za tym idzie, musimy już teraz myśleć, jak posiąść wiedzę i umiejętności, które będą wymagane przez pracodawców. Na pomoc przychodzą platformy TMS ‒ Talent Management Systems, które zarówno pomagają wskazać mocne strony pracowników, jak i dostarczać im wartościowe szkolenia (stacjonarne i zdalne). Platformy te pozwalają też pracodawcy monitorować rozwój pracownika, jego zaangażowanie oraz postępy. Wyszkolony, twórczy pracownik, który wie, co to myślenie abstrakcyjne i sam podejmie decyzje, za które potrafi ponieść konsekwencje, to skarb. Tego maszyny jeszcze długo nie będą potrafiły.

Sprawdź, jak efektywnie zarządzać talentami w Twojej firmie.

Dowiedz się więcej

Udostępnij: